Jeśli ten wyjazd wyjdzie według zamierzeń to będzie jeden wielki fart. Od początku organizowany na chybcika i po łebkach,a przecież wszystko można było przemyśleć i wcześniej załatwić. Heh..najczęściej jako tako to wychodzi, tym razem nieco słabiej,ale jestem dobrej myśli.
Wszystko wyjaśni się jutro i to na ziemi polskiej i to całkiem niedaleko od domu. A mianowicie jutro idę odebrać wizę, która tam będzie na mnie czekać albo i nie:)
Wina tylko moja bo można było zgłosić się po nią trochę wcześniej i się tym nie przejmować,a tak jest dodatkowo niepotrzebny niepokój.
Optymistycznie zakładając prosto z ambasady jadę na lotnisko, stamtąd do Brukseli,gdzie może uda mi się zobaczyć skrawek centrum i następnego dnia rano już lot do Mumbaju.
Tego za wiele pewnie nie zobaczę bo będę szukał...roweru:) Wybredny nie jestem, ma się nie rozpaść przez miesiąc i przez ten czas ma mnie zbytnio nie irytować. Jak trafi się coś lepszego to powinienem go sprzedać chociażby za pół ceny. O to się będę martwił.
Najgorzej jak nie znajdzie się nic i będę te sakwy, pampersy, bagażnik, pompki i klucze na darmo po Indiach woził:P
Gdyby nie obecna zima to cały ekwipunek byłby nawet lajtowy,ale bez tego jak na mnie jest nieźle.
Tyle. Plan B rzecz jasna już dawno jest i to zacny bo na innym kontynencie ( choć niedaleko) i bardzo elastyczną datą powrotu,ale jednak szkoda by było jakby te wszystkie chaotyczne przygotowania przepadły...:)
Czytamy dalej opowieści ze świata...
OdpowiedzUsuńTrzymaj się...